Chińskie przysmaki.

Jeśli chodzi o jedzenie, Chiny zaskoczyły nas różnorodnością i mnogością wyboru. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że tutaj je się praktycznie wszystko i można się natknąć na najróżniejsze i zazwyczaj bardzo dziwne przysmaki, ale nie sądziliśmy (a przynajmniej ja), że prawie wszystko będzie nam smakować.

Na początku podchodziłam do kolejnych dań z drobnym dystansem i chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do tutejszych smaków, ale teraz uwielbiam prawie wszystko, co jem. Co więcej, jedzenie sztućcami wydaje mi się niepraktyczne i zastanawiam się, jak to będzie, jak wrócę do Polski i trzeba będzie z powrotem przestawić się na widelec i nóż. Do ryżu, warzyw, a nawet makaronu, mięsa i orzeszków, pałeczki zdają się być idealne!

W każdym razie, przyjeżdżając do tego kraju, należy mieć świadomość, że kuchnia chińska i europejska nie mają ze sobą nic wspólnego. Co więcej, jedzenie, które w Europie serwowane jest jako chińskie, też nie smakuje, a nawet nie wygląda tak jak to, co jest tutaj. Tutaj wszystko jest inne! Nikt nie je kotletów, ziemniaków, sera żółtego, spaghetti bolognese, nikt nie używa też masła. Czekolada występuje tylko w postaci małych pomadek, np. Ferrero Rocher, a nigdy jako cała tabliczka. Można dostać batoniki, ale do tej pory widzieliśmy tylko Snickersy i Dove. Cukierki w kolorowych i błyszczących papierkach okazują się kawałkami mięsa, a suszone kawałki ośmiornic, zdają się być najlepszą przekąską. Lody są o smaku zielonego groszku, a chipsy Lay’s o smaku limonki albo ogórka.

To, co powinno być słodkie, okazuje się słone, a to, co powinno być słone, jest słodkie. Czasami kończy się to sporym zaskoczeniem, gdy na przykład kupujemy ciastko z morelą i nagle okazuje się, że morela jest jajkiem, a posypka skrawkami suszonego mięsa, ale generalnie odkrywanie coraz to nowych smakołyków, sprawia nam ogromną przyjemność.

Czasami wieczorami wychodzimy na ulicznego grilla i probujemy “jedzenia na patyku”. W naszej dzielnicy, ale też w wielu innych, jest to bardzo popularne. Gdy robi sie ciemno, na chodnikach zaczynają rozkładać się ludzie ze swoimi stoiskami. Czasami mają gorącą płytę, a czasami gar z gorącym olejem. Oprócz tego, mają ponabijane na patyki jedzenie: kalafiory, brokuły i wiele innych warzyw, których nawet nie znam, grzyby, które wyglądają na trujące (ale nie są, bo już próbowaliśmy), tofu w różnych postaciach, owoce morza i najróżniejsze mięso w najróżniejszych postaciach. Do wyboru do koloru. Zazwyczaj bierzemy ok. 6 – 8 patyków i płacimy ok. 10 yanów, czyli cena jest wręcz śmieszna, a jedzenie przepyszne.

DSC_0865 DSC_0866

W naszej dzielnicy mamy też pana “od parówy”, którego dość często odwiedzamy i który zawsze bardzo się cieszy, jak przychodzimy. W wielkim piecu wypieka placki z drobnymi kawałkami mięsa, a następnie smaruje je sosem, posypuje zieloną cebulką i pietruszką, a na życzenie, dokłada też parówki. My zazwyczaj bierzemy po dwie, bo wtedy taka przekąska służy nam już jako pełny posiłek.

Tak na marginesie dodam jeszcze, że chińskie parówki mają niespotykany smak, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Nie wiem co go powoduje, ale jest bardzo specyficzny. Za pierwszym razem nie bardzo przypadł mi do gustu, ale teraz właściwie nie pamiętam już dlaczego.

DSC_0231

W turystycznych zakątkach miasta też można natknąć się na masę różnych przysmaków, ale zazwyczaj są one znacznie droższe. Ludzie rozkładają swoje dziwne sprzęty i przyrządzają jedzenie w tradycyjny sposób. Stąd można się tam natknąć na ryż zapiekany w bambusie, ostrygi z czosnkiem, robaki, kraby na patyku, czarną kukurydzę, a także wiele, wiele innych rzeczy, których jeszcze nie próbowaliśmy, np.: kurze łapki czy też całe małe ptaszki (z głową i wszystkim).

DSC_0004 DSC_0993 DSC_1003

Na główny posiłek w ciągu dnia chodzimy zazwyczaj do jednej z knajpek w naszej okolicy. Tam decydujemy się na danie z ryżem albo z makaronem. Ja bardzo często zamawiam pomidory z jajkiem albo wątróbkę (której przed przyjazdem do Chin nie jadłam jakieś 15 lat), a Kasper dużo eksperymentuje z mięsem. Dania z makaronem zazwyczaj są w zupie, co w Polsce i Europie jest raczej niespotykane.

Niedawno zasmakowaliśmy też w hot pocie, więc do restauracji, która się w nim specjalizuje, chodzimy raz, dwa razy w tygodniu. W lodówkach są wyłożone dodatki, które samemu nakłada się do miski. Większość z nich jest nabita na patyk. Do wyboru są oczywiście warzywa i mięso, ale znajdziemy tam też mnóstwo nadziewanych kulek i pierożków. Na półkach obok jest makaron i suche dodatki.

Z napełnioną miską podchodzi się do kasy i płaci (nasze dania kosztują zazwyczaj po ok. 12 – 14 yuanów). Następnie jedzenie jest zabierane do kuchni, a później wraca, już ugotowane, w zupie, która jest przepyszna. Oczywistym plusem tego typu restauracji jest to, że samemu można wybrać, co się będzie jadło. Poza zupą, wybieramy absolutnie wszystkie składniki, a to, jak dla mnie, jest rozwiązaniem idealnym.

DSC_0952

3 przemyślenia na temat “Chińskie przysmaki.”

  1. ~Barbara i Marek pisze:

    Hej, a co to są te „rurki” na zdjęciu pod zdjęciem Kaspra ze zapieczonym krabem ? na patyku ?
    Pan od „parówy” wygląda na bardzo sympatycznego.

    1. malgorzatakluch pisze:

      te rurki to wlasnie ryz zapiekany w bambusie :)

  2. ~Barbara i Marek pisze:

    Bardzo apetycznie wszystko Gosiu opisałaś, a zdjęcia dodatkowo zachęcają. Mamy nadzieję,że kiedyś uda się nam razem zakosztować tych potrwa jakże innych od naszych. Świetnie by było mieć Was za przewodników tym temacie :-).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>